EVREE - SUGAR LIPS | CUKROWY PEELING DO UST O ZAPACHU POZIOMKOWYM

EVREE - SUGAR LIPS | CUKROWY PEELING DO UST O ZAPACHU POZIOMKOWYM



Nadchodzą zimne dni a wraz z nimi problem spierzchniętych, przesuszonych ust, na których żadna pomadka nie wygląda dobrze. Warto zadbać o usta kompleksowo odżywczy balsam, pomadka ochronna, wazelina oraz peeling. To mój niezbędnik pielęgnacyjny jeżeli chodzi o moje usta. Dzięki pewnym małym nawykom nie mam problemu z przesuszonymi ustami i każda pomadka prezentuje się na nich po prostu dobrze. Do tej pory, stosowałam pomadkę peelingującą marki Sylveco, ale od kiedy na rynku pojawił się cukrowy peeling Evree (łudząco podobny do pierwszego tego typu produktu marki Lush) sięgam głównie po niego. Skusiła mnie ciekawość, chęć odmiany, kolor i oczywiście cena.











Opakowanie to mały, plastikowy słoiczek. Z łatwością zmieści się w każdej torebce, a nawet w kieszeni kurtki. Pojemność to 10 ml ale w przypadku tego produktu, to naprawdę dużo. Do jednorazowego użytku, wystarczy dosłownie odrobina produktu. Cena to około 20zł ale warto polować na promocje. 










Wewnątrz słoiczka, znajdziemy mocno różową mieszankę drobnych kryształków cukru z wazeliną z olejkiem rycynowy, olejkiem avocado oraz masłem mango. Zapach jest dość słodki, niestety na myśli przywodzi dość chemiczną poziomkę. 




















Peeling marki Evree jest dużo mocniejszy w swoim działaniu, niż wspomniana pomadka Sylveco. Kryształki peelingujące są grubsze i większe, dlatego zalecam delikatniejszy masaż ust. W celu uniknięcia jakichkolwiek podrażnień. Ja lubię mocne zdzieraki i nie przeszkadza mi to, że peeling ma tak mocne działanie. Jednakże jeżeli macie popękane usta lub bardzo wrażliwe, uważajcie ze zbyt mocnym naciskiem









Uwielbiam efekt po zastosowaniu peelingu, usta są bardzo wygładzone, dzięki kryształkom cukru i nawilżone oraz odżywione, dzięki zawartości masła i olejków. Usta stają się bardziej miękkie i jędrne a ich kolor zdecydowanie bardziej ożywiony. Usta stają się również bardziej wydatne, dzięki masażowi, który poprawia ich ukrwienie. Wystarczy odrobina peelingu, aby usta natychmiast stały się gładkie i miękkie, suche skórki znikają, a każda nawet najbardziej wymagająca pomadka prezentuje się lepiej. Na tak przygotowanych ustach, pomadka będzie także utrzymywała się znacznie dłużej. Peeling wykonuję przed pójściem spać po masażu, usuwam nadmiar chusteczką i nakładam grubą warstwą ulubionego balsam pielęgnacyjny. Stosuję go także przed nałożeniem wymagającej matowej pomadki. Mam wówczas gwarancję, że moja usta prezentują się nienagannie. Minusem może być opakowanie, które jest mało higieniczne, wolałabym aby ten peeling miał formę pomadki.


A jakie są Wasze sposoby na zadbane, gładkie usta? Używacie takich gotowych peelingów, czy wykonujecie je samodzielnie? 







RESIBO/ MULTIFUNKCYJNY PEELING DO TWARZY

RESIBO/ MULTIFUNKCYJNY PEELING DO TWARZY



Peeling, który sprawdzi się przy każdym rodzaju skóry? Nie tylko ją oczyści i wygładzi, ale także odżywi i nawilży naszą cerę. Czy istnieje produkt, który może połączyć w sobie subtelność peelingu enzymatycznego z siłą peelingu mechanicznego? Z odpowiedzią na to pytanie przyszła marka Resibo, która stworzyła multifunkcyny peeling do twarzy. Ale czy taki produkt do wszystkiego może być skuteczny? 












Multifunkcyjny peeling, skupia w sobie właściwości peelingu enzymatycznego i mechanicznego, dodatkowo można stosować go jako odżywczą maskę do twarzy. Ekstrakt z owocu papai działa złuszczająco, Trójpeptyd PerfectionPeptide P3 działa nawilżająco i wygładzająco, ma także właściwości przeciwzmarszczkowe. Białą glinka pochłania nadmiar sebum, odżywia i wygładza, koloidalna maka z owsa ma działanie łagodzące podrażnienia. 











Peeling znajduje się w typowej dla produktów Resibo kartonowej tubie i w takiej formie przechowuję go w swojej łazience. Pojemność to 75 ml a jego cena to  79 zł . Peeling ma bardzo subtelny i delikatny zapach, który nie powinien nikogo szczególnie drażnić. Konsystencja jest bogata i gęsta, przez co produkt jest bardzo wydajny. 












Peeling na raz, dwa, trzy sposoby to lubię! 
Zacznę od tego, że peelingi robię systematycznie, po Resibo sięgam dwa razy w tygodniu i jest to dla mnie optymalna częstotliwości. Peeling jest skrojony na miarę potrzeb każdej kobiety. Kiedy moja cera ma gorsze dni, pojawiają się wypryski, stosuję produkt jako peeling enzymatyczny. Kiedy potrzebuję mocnego oczyszczenia, wykonuję sobie energiczny masaż z jego użyciem. Innym jeszcze razem traktuję produkt jako maseczkę do twarzy. Przez co peeling ten to produkt wielowymiarowy i uniwersalny. Ty decydujesz jak go dzisiaj zastosować. 












Peeling zawiera w sobie ogrom dobrych i przyjaznych naszej skórze składników olej macadamia, olejk avocado, masło shea, olej słonecznika. ekstrakt z owocu papai. 










Peeling jest delikatny, ale także skuteczny. Liczne i drobne ziarenka krzemionki, wspaniale złuszczają martwy naskórek, nie podrażniając zbytnio naszej cery. Kuleczki jojoba, delikatnie i przyjemnie masują, natomiast masło i oleje zapewniają nam odżywienie i nawilżenie. Produkt nie powoduje żadnych podrażnień, zaczerwienień, alergii, czy wysypu nieprzyjaciół. Moje mieszana cera, która lubi mocne zdieraki, rozkochała się w delikatnych, aczkolwiek skutecznym peelingu. Moja mama, która jest posiadaczką cery suchej, także jest zadowolona z efektów używania tego produktu











Jakie są zatem wspomniane efekty? 
przyjemność użytkowania i skuteczność działania. To produkt multifunkcyjny, wielozadaniowy i uniwersaalny. Jest ultradelikatny, ale zarazem skuteczny. Osoby z cerą wrażliwą, suchą, naczynkową, nareszcie mają do dyspozycji produkt, który zadba o ich skórę kompleksowo. Produkt ten działa tak dobrze, że nawet w przypadku mojej mieszanej cery, zastosowanie go tylko jako peelingu enzymatycznego przynosi oczekiwany skutek. Skóra jest oczyszczona, nawilżona, przyjemnie nawilżona, a koloryt jest znacznie wyrównany. Wykonanie dodatkowo delikatnego masażu, działa rozluźniająco i poprawia ukrwienie naszej skóry. Mam wrażenie, że stosowany systematycznie zmniejsza drobne przebarwienia i znacznie rozjaśnia cerę. Resibo po raz kolejny udowodniło, że można stworzyć produkt uniwersalny i jednocześnie dopasowany do indywidualnych potrzeb każdej skóry. 








Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach, czy używałyście już ten produkt, czekam na Wasze opinie. A jeżeli jeszcze się wahacie, czy go kupić... Nie róbcie tego więcej :) 
Jesienna Wishlista- moje zakupowe plany

Jesienna Wishlista- moje zakupowe plany



Początek jesieni to idealny czas na planowanie i tworzenie list zakupowych/ prezentowych. Pierwsze pomysły świątecznych prezentów już rodzą się w głowie, spisuję je wszystkie, bo lubię mieć kilka opcji w rękawie. Sama uwielbiam tworzyć listy życzeń z produktami, które szczególnie mnie urzekły i na które mam ogromną ochotę.  Kiedy po jakimś czasie, produkty te nie zmieniają się i nadal są na liście, to dla mnie znak, że na pewno chcę to mieć :) Życzeń jest sporo, ale dałam sobie długi czas na ich realizację :) 












1. Michael Kors Sexy Ruby 
Zacznę od zapachu, wiadomo, perfumy i ja to duet idealny. A najnowsze dziecko Korsa Sexy Ruby, urzekło mnie tak mocno, że nie mogę przestać o nich myśleć... Miałam okazję nosić ten zapach na sobie i jest fantastyczny. Współgra ze mną, wspaniale się rozwija na mojej skórze i utrzymuje cały długi dzień. To najlepszy zapach w kolekcji, ponadto flakon jest piękny i tak świąteczny, że trudno sobie go odmówić :)  





2. Podkład do twarzy Shiseido Synchro Skin 
Uwielbiam testować i zmieniać podkłady, obecnie na moim celowniku, znajduje się podkład Shiseido Synchro Skin  To podkład o naturalnym wykończeniu i przedłużonej trwałości, czyli teoretycznie powinien współgrać z moją mieszaną cerą. Czytałam tyle pozytywnych opinii, że ostatecznie chyba dam się namówić. 






3. Obrotowa szczotka do włosów 
Mam włosy puszące, które w okresie jesień-zima nie wyglądają najlepiej. Moja fryzjerka poleciła mi szczotkę obrotową, która wygładza łuski włosów, lekko stylizuje włosy i nadaje im połysk. Nie mam cierpliwości do używania szczotki i suszarki, dlatego obrotowa szczotka, wydaje mi się, najlepszym pomysłem w tej kwestii. Liczę na efekt lśniących i gładkich włosów, przy okazji nadam kształt mojej fryzurze. Przymierzam się do zrobienia grzywki i wycieniowaniu końcówek, szczotka może okazać się pomocna. Duży wybór takich szczotek, znalazłam w sklepie www.iperfumy.pl i chyba ostatecznie tam dokonam zakupu 




4. Ceramiczne kolczyki
Uwielbiam biżuterię, noszę ją każdego dnia. Dopasowuję do okazji, ubioru i humoru. W mojej szkatułce brakuje mi biżuterii ceramicznej. Połączenie srebra, cyrkonii oraz ceramiki, niezwykle mi się podoba. Myślę. że takie kolczyki będą wspaniale uzupełniały moją garderobę. 






5. Zegarek Lorus 
Mówi się, że szczęśliwi czasu nie liczą....Ale co zrobić kiedy jest się miłośniczką zegarków marki Lorus. Mam już trzy zegarki tej marki, ale... nie przeszkadza mi to w zakupie kolejnego. Tym razem chcę postawić na klasykę i minimalizm. Skórzany pasek i czarny cyferblat, model tak uniwersalny, że będzie pasował do każdej stylizacji przez wiele długich lat. 




Jak wygląda Wasza jesienna wishlista? Czy Wy również tworzycie takie palny i listy zakupowe?



Średnioporowate włosy moje - Maska Anven w akcji

Średnioporowate włosy moje - Maska Anven w akcji



Cześć mam na imię Karolina i mam średnioporowate włosy. To takich wniosków doszłam już jakiś czas temu bacznie obserwując swoje włosy. Metodą prób i błędów sięgałam po różne odżywki i maski, a także wszelkie olejki do  pielęgnacji. Po jednych widziałam pozytywne efekty, po innych niechciany puch. Przez kilka lat skłaniałam się ku naturalnej pielęgnacji, co oczywiście przekładało się na wygląd moich włosów. Kiedy raz zgrzeszyłam, dalej już samo poleciało... To trochę jak z dietą, jeden trójkącik pizzy i nawet nie wiesz, kiedy masz 5 kg nadwyżki. Podobnie było w moim przypadku, kiedy włosy wyglądały już bardzo źle, zadziałałam ekspresowo i sięgnęłam po profesjonalne kosmetyki, które oczywiście uporały się z tym. Ale niesmak porzucenia bardziej naturalnych sposobów pozostał. Z pomocą przyszedł mi sklep Kopalnia Zdrowia, który wysłał mi do testów maskę, stworzoną z myślą o moich włosach, czyli maskę Winogrona i Keratyna dla włosów średnioporowatrych od Anven.










Czym charakteryzują się włosy średnioporowate? To tak naprawdę mieszanka włosów niskoporowatych i wysokoporowatych. To włosy pozornie zdrowe i mocne, ale poprzez nieodpowiednią pielęgnacje, stres, palące słońce, stylizacje i koloryzację, można szybko się zniszczyć. Moje włosy są ciężkie, grube, bardzo długo schną, lekko się puszą i nie reagują na żadną stylizację. Są proste, koniec, kropka... Mają dużą objętość, od nasady są normalne, na długości przesuszone, czasami rozdwajają mi się końcówki. Są dni, że wyglądają gładko i zdrowo, innym razem są spuszone i matowe... Kapryśne jak pogoda :)










Maska ANVEN, szybko stała się hitem blogosfery, wszak to nasza koleżanka po fachu, nasze włosowe guru. Często czytałam porady i wskazówki na jej blogu, tak zaczęłam olejować swoje włosy, szkoda tylko, że przestałam... Na szczęście pewne kwestie da się w życiu naprawić i właśnie to postanowiłam zrobić. 










Maska, zamknięta jest w płaskim, plastikowym słoiczku o pojemności 200 ml cena to 39,99 Na pierwszy rzut oka, uznałam, że to mało jak na moje długie i gęste włosy i pewnie maska skończy mi się po trzech użyciach., Nic bardziej mylnego. Maska ma bardzo bogatą konsystencję, jest wręcz jak masło. Wystarczy jej niewielka ilość, aby pokryć włosy. Maska, trzyma się włosów, nie spływa z nich, co jest ogromnym plusem. Nakładam ją od połowy długości włosów i trzymam na głowie około 30 min Ale efekt 15 min czyli powiedzmy roboczo ekspresowy, też przynosi oczekiwane rezultaty. Zapach jest bardzo delikatny i przyjemny, troszkę męski, ale naprawdę nie jest męczący i uciążliwy 














Maska ma bardzo przemyślany skład, który robi na moich włosach małe cuda :) 







Maska jest dość dobrze nawilżająca, dzięki zawartości aloesu, zawiera także keratynę i jedwab, czyli białka, ale w moim przypadku proteiny dobrze się sprawdzają. Oczywiście jeżeli dbam o zachowanie proporcji, Kiedyś zdarzyło mi się przeproteinować włosy i to był czysty koszmar! Ponadto olejek winogronowy i krzemionkę. 











Efekty: Zacznę od tego, żeby nakładać maskę od połowy włosów i pamiętać, aby nie wychodzić z nią wyżej w przeciwnym wypadku może mocno "przyklepać" naszą czuprynę. Maska bowiem silnie wygładza i dyscyplinuje włosy. Wspaniale dociąża włosy, przez co mniej się puszą. Stają się lejące i sypkie, są miękkie i pełne zdrowego blasku. To jest efekt wow!!!! Włosy wyglądają na zdrowe, są jak tafla, sama nie mogłam przestać ich odtykać i na nie patrzeć. Wystarczyło nałożyć maskę na pół godziny, aby cieszyć się takim efektem. Maskę nakładam raz w tygodniu, po pierwsze nie chcę aby ten efekt zniknął, chcę aby był możliwy do powtórzenia za każdym razem :) Boje się, że włosy się przyzwyczają do tego dobra :) Po drugie po prostu ją oszczędzam :) Używam jej zawsze wtedy kiedy chcę osiągnąć efekt wow, ale wtedy kiedy widzę, że coś złego się dzieje i włosy zaczynają się puszyć, matowieją i stają się suche w dotyku. Jedna aplikacja i wszystko staje się gładkie i lśniące. To maska dla włosów gęstych, puszących i suchych. Takich które potrzebują dociążenia. Włosy cienkie z pewnością byłyby przyklapnięte i obciążone zbyt mocno. Jestem absolutnie oczarowana efektem jaki daje i z pewnością będzie moim stałym bywalcem. Maska jest wydajna poprze gęstą konsystencję, co pozwala mi na kilka kuracji upiększających. Jeżeli macie włosy podobne do moich, będziecie zadowolone. Efekt gładkich, lejących się włosów, bez zbędnego puchu i suchych końcówek. 






Pielęgnacja twarzy z Elixir Jeunesse Yves Rocher - STOP zanieczyszczaniu Twojej skóry

Pielęgnacja twarzy z Elixir Jeunesse Yves Rocher - STOP zanieczyszczaniu Twojej skóry



Miejskie życie oferuje nam wiele możliwości, kusi swoim industrialnym majestatem. Życie jest szybkie, jest pełne wrażeń i nieograniczonych możliwości. Kusi nas każdego wieczora, niczym zakazany owoc, obiecuje spełnienie marzeń i wieczną zabawę.. Miejskie życie tak ekscytujące i tak bardzo nieprzyjazne. Zanieczyszczenie środowiska ma bowiem ogromny wpływ na wygląd i kondycję naszej skóry. Warto z tym walczyć przemyślaną pielęgnacją z odpowiednio dobranymi składnikami aktywnymi. Marka Yves Rocher, wyszła na przeciw współczesnej kobiecie i stworzyła linię sześciu produktów Elixir Jeunesse, która za zadanie ma walkę ze stresem oksydacyjnym, oraz skutkami zanieczyszczenia powietrza. Impulsem do stworzenia tej serii, była roślina aphloli, która naturalnie występuje na Madagaskarze. Roślina ta ma ogromną zdolność do regeneracji i jest niezwykle odporna na działanie czynników środowiskowych. Wyciąg z tej rośliny, znajdziemy w całej serii Jeunesse, która ma przeciwdziałać skutkom czynników zewnętrznych na naszą skórę poprzez wzmocnienie i regeneracje.. Obietnice są zacne, a jak z działaniem? 








Zacznę od szaty graficznej, która całkowicie skradła moje serce. Szklane, ciężkie słoiczki dodają elegancki i plastikowe flakony wykonane w 25% z plastiku z recyklingu. Wszystko uszyte na miarę, każdy detal jest przemyślany i spójny. Zapach to kolejny plus tej serii lekki, świeży nieco roślinny, ale jednocześnie kobiecy.










Zacznę od demakijażu, czyli od gęstego żelu micelarnego, który dzięki swojej konsystencji jest niezwykle wydajnym produktem. Wystarczy odrobina naniesiona na płatek kosmetyczny, aby usunąć zanieczyszczenia i makijaż. Żel jest niezwykle delikatny nie podrażnia moich wrażliwych i na tę chwile przesuszonych oczu. Domywa z łatwością cały makijaż w tym eyeliner i maskarę. Nie zostawia na oku efektu mgły, ani tłustej warstwy. Nie powoduje łzawienia i pieczenia. Jest lekki i kojący. Daje uczucie odświeżenia, nie ściąga cery, wręcz delikatnie ją nawilża. Używam go także jako emulsji pod krem, dzięki temu nakładany krem lepiej i szybciej się wchłania. Krem działa jak okluzja i składniki aktywne zawarte w żelu mogą wniknąć głębiej w skórę. Taka moja zabawa z żelami/tonikami/ esencjami w ostatnim czasie, bardzo dobrze sprawdza mi się taka aplikacja :) 








Krem pod oczy, a właściwie Roll-on niwelujący oznaki zmęczenia. Początkowo sprawił, że na plecach pojawiły się dreszcze ekscytacji. Kocham produkty pod oczy, a wizja mikro masażu wykonywana rano, brzmiała niezwykle kusząco. Krem wyposażony jest w specjalny aplikator z trzema wypustkami masującymi








chłodne kuleczki, masując, wypracowując warstwę kremu w skórę. Jest to bardzo przyjemne pobudzające uczucie. Co więcej jest to bardzo sprawa, przy bardzo zmęczonym i opuchniętym oku. Dwie minuty masażu, potrafią wiele w tej kwestii zdziałać. Faktycznie krem, ma wpływ na zasinienia i opuchliznę, ale uważam, że to także spora zasługa aplikatora i masażu. Krem jest lekki i szybko się wchłania, dosyć szybko zauważyłam, że skóra staje się bardziej napięta i miękka. W dotyku jest bardzo delikatna i mam wrażenie, że lekko "naciągnięta" w dobrym tego słowa znaczeniu. Podoba mi się ten efekt, ale krem ten nie nawilża dostatecznie dobrze w momencie w którym mam mocno przesuszoną okolice pod oczami. Na chwilę obecną potrzebuję bogatszych konsystencji. Krem mnie nie uczulił i nie podrażnił, myślę że to dobry krem pod makijaż i na dzień dobry po ciężkiej nocy :) 









Poranna pielęgnacja twarzy to krem restrukturyzujący, o niezwykle przyjemnej konsystencji kremu- żelu. Jest o tyle ciekawy, że wchłania się w mgnieniu oka i zostawia na skórze lekki mat. W przypadku mojej mieszanej cery, sprawdza się wspaniale. Jest to krem- baza, który świetnie sprawdzi się także pod makijaż. Nawilża skórę i zabezpiecza ją przed szkodliwymi czynnikami. Skóra jest nawilżona, wygładzona i przyjemna w dotyku. Krem jest delikatny, ale skuteczny, moja mieszana skóra, nie jest ani nadmiernie przetłuszczona w strefie T, ani wysuszona. Krem nie zapycha porów i nie powoduje wysypu nieprzyjaciół. Bardzo się z nim polubiłam i z ogromną przyjemnością sięgam po niego każdego ranka. 














Kolejny produkt Elixir Jeunesse to krem-maska niwelujący zmęczenie na noc. I tutaj mamy już cięższy kaliber, ale krem-maska zobowiązuje do użycia bogatszej i gęstszej formuły. Nie inaczej jest w przypadku tego kremu. Nocna formuła, wchłania się dłużej, znacznie dłużej... Polecam, nakładać go kilka godzin przed snem. Dzięki temu damy czas, aby produkt wchłonął się w naszą skórę, a nie zniknął wtarty w poduszkę.  Obawiałam się nieco, że taka bogata maska, zostawiona na całą noc może mocno obciążyć moją cerę. Nic takiego nie zaobserwowałam, natomiast zobaczyłam dużą różnicę w kondycji mojej skóry. Nie wiem jak to jest możliwe, ale moja skóra rano, wygląda po prostu na wyspaną. Chociaż nie sypiam od jakiegoś czasu najlepiej... Ponadto po operacji, moja cera bardzo się zmieniła i dopiero teraz widzę, że wraca do siebie. Sądzę, że w dużej mierze to zasługa tego kremu. Rano twarz wygląda na wypoczętą, jest nawilżona, dotleniona, mam wrażenie, że jest gęstsza i bardziej sprężysta. Poprawił się koloryt i skóra stała się bardziej promienna. To zdecydowanie mój największy ulubienic z tej całej zielonej gromadki.













Produkty Yves Rocher, stosuję od niedawna, ale chyba zaczynam rozumieć jej fenomen i to jak wiele Polek sięga po te kosmetyki. Mam wrażenie, że ta seria jest skrojona na miarę naszych potrzeb. Kobiet żyjących w ciągłym biegu, zajmujących się domem, dziećmi i karierą. Mamy tutaj kompleksową pielęgnację, która jest delikatna i bezpieczna,ale jednocześnie skuteczna. Zmęczenie i niewyspanie- użyj Roll-on. Stres zrób sobie wieczór dla siebie z książką i kremem-maską. Elixir Jeunesse to lekarstwo na nasze kobiece dolegliwości :)






Marka Yver Rocher, bazuje na naturalnych składnikach i unikalnych formułach. W gamie Elixir Jeunesse, znajdziemy ponadto podwójną esencję, oraz maseczkę błyskawicznie detoksukującą. Kosmetyki nie zawierają oleju mineralnego, silikonów oraz parabenów. A opakowania, poddawane są recyklingowi. Nie muszę wspominać, że gratisy do zakupów, także robią wrażenie :)  


Znacie kosmetyki z tej serii, który kusi Was najmocniej? I koniecznie dajcie mi znać, co jeszcze powinnam przetestować z marki Yves Rocher :) 







ROSSMANN co planuję kupić podczas promocji

ROSSMANN co planuję kupić podczas promocji



Jakie jest Wasze nastawienie od promocji w Rossmannie? Dajecie się skusić na każdą z organizowanych promocji, czy interesuje Was tylko kolorówka? Ja szczerze powiedziawszy omijam promocje na kosmetyki do pielęgnacji twarzy i ciała, ponieważ mam tak ogromne zapasy, że nie mam potrzeby nic kupować. Oczywiście, zdarza mi się zgrzeszyć, ale wtedy wybieram produkty marek selektywnych lub naturalnych. Co do nadchodzącej promocji, mam zamiar tylko uzupełnić braki w toaletce z małym wyjątkiem :) Poniżej moje trzy skromne produkty, ale każdy godny polecenia :) 









Jestem klasyczna i nudna aż do bólu, ale jeżeli jakiś produkt mi się sprawdza, nie wiedzę powodu, aby do niego nie wrócić i tyczy się to każdego z niżej pokazanych produktów. Oczywiście, jak każda kobieta, ulegam pokusom małym i większym, ale chętnie i często wracam do swoich pewniaków :) 











Pierwszy produkt, to puder marki Rimmel Lasting Finish, to już moje czwarte opakowanie. Puder, jest rewelacyjny pod każdym względem, jasne kolory, delikatna, drobno zmielona formuła, efekt zmatowienia i utrwalenia. W upalne dni, wystarczy mi solo, bez podkładu, ponieważ lekko wyrównuje powierzchnię skóry, poprawia jej koloryt :) Puder jest niewidoczny na cerze, nie zapycha i nie podkreśla suchych skórek. Ponadto ma wygodne opakowanie z lusterkiem, które przeżyło już wiele wyjazdów i upadków :) Produkt jest również bardzo wydajny. Serdecznie polecam :) 









Kolejny ulubieniec, to róż do policzków marki Max Factor, wracam po raz drugi, konkretnie do odcienia Seductive Pink, to piękny odcień, zgaszonego różu z pięnym satynowym połyskiem. Jest to kolor niezwykle uniwersalny i elegancki. Myślę, że wygląda bardzo naturalnie i pasuje dla jasnych karnacji :) Róż, jest bardzo wydajny, ma satynowe wykończenie, pięknie ożywia twarz i niweluje zmęczenie. Róż jest bardzo wydajny, poprzez wypiekaną formułę, opakowanie małe i poręczne. Te róże, są porównywalne z kultowymi produktami marki Hourglass. Gama kolorystyczna jest dość bogata, każdy znajdzie coś dla siebie :) 





Na końcu, wisienka na torcie, czyli korektor marki Maybelline, którym zachwycają się nasze koleżanki z Zachodu. Wcale im się nie dziwię, ponieważ miałam ten korektor i do dnia dzisiejszego wspominam go z ogromnym sentymentem :) Pięknie rozświetla okolicę pod oczami, koryguje i  ujednolica. Jest wydajny, lekki i nawilżający :) Mam nadzieję, że uda mi się go upolować, bo zainteresowanie nim jest bardzo duże. Jeżeli się nad nim zastanawiacie, to ja ze swojej strony serdecznie go polecam, nie ma co się zastanawiać bo w promocji -55% warto się w niego zaopatrzyć :) 




To cała moja skromna, ale bardzo przemyślana lista. Raczej pokuszę się o zakupy online, w celu uniknięcia wojny pod szafami, oraz dostaniu wymacanych egzemplarzy. Chociaż kto wie, może zawitam do drogerii i dam się porwać szałowi zakupów, w zasadzie mam braki w tuszach i eyelinerach ;) A jakie są Wasze plany zakupowe? Koniecznie dajcie znać :) 












Ulubieńcy Września

Ulubieńcy Września



I tak oto mamy październik i jesień już do nas zawitała, ale to dobrze, bo ja jestem z tych ludzi, którzy jesień kochają. Sprzyja ona rozmyślaniom, planowaniu, długim konwersacją przy kubku gorącej herbaty i bezkarnemu leżakowaniu z kocem przed tv :) Tak naprawdę wszystko się dopiero zaczyna, dlatego warto już teraz zapatrzeć się w ulubioną herbatę i zrobić zapas świec i wosków zapachowych,  które z pewnością się przydadzą :) Żegnam zatem wrzesień, który był dla mnie bardzo intensywnym i ciężkim miesiącem, ale który umiliłam sobie tymi oto produktami :) 












We wrześniu, przeszłam operację, jak wiadomo narkoza, leki i antybiotyki drastycznie pogarszają stan naszej skóry i kondycję naszych włosów... Na całe szczęście, znalazłam produkty, które pomogły mi pozbyć się przesuszonej skóry twarzy i dodały moim włosom witalności :) W tym miesiącu, nie wyróżnię żadnego kosmetyku kolorowego, ponieważ praktycznie przez połowę miesiąca nie nakładałam żadnego makijażu. Tym razem, typowo pielęgnacyjne :) 











Zacznę od pielęgnacji twarzy, która z mieszanej, stała się mocno przesuszona i szorstka. Sięgnęłam po olejek różany marki Evree, który okazał się hitem mojej pielęgnacji. To jak działa na moją skórę to magia. Nawilża, koi, rozświetla, niweluje suchość, ale także wszelkie zmiany trądzikowe. Skóra, znacząco odżyła i na nowo stała się gładka. Kolejny produkt to tonik/esencja marki Kueshi, który dostałam w Shinyboxie. Trudno jednoznacznie zakwalifikować ten produkt, ma konsystencję, która nie jest jak woda, raczej coś w rodzaju lekkiego olejku?  Wspaniale nawilża skórę, odświeża, koi skórę. Tworzy na niej pewnego rodzaju powłoczkę. W najgorszym momencie dla mojej cery, uczyniłam z tych produktów duo. Myłam i tonizowałam twarz jak zwykle, następnie nakładałam tonik/emulsję, a na tak przygotowaną skórę, nakłamałam kilka kropli olejku Evree. Ten zestaw, sprawdził się u mnie rewelacyjnie. Tonik sprawił,że olejek szybciej i lepiej się wchłaniał. Uwielbiam to duo 













Kolejne duo, tym razem w pielęgnacji moich włosów. Moje włosy są normalne z nieco przesuszonymi końcami, mam rozjaśniane pasemka i lubię kiedy mają zdrowy i lśniący odcień. W tym zadaniu z pomocą przyszedł mi szampon marki Klorane, który za zadania ma rozświetlić nasze włosy. Podchodziłam do tego raczej sceptycznie, ale biję się w pierś. Szampon naprawdę działa. Dodaje włosom życia, włosy są rozświetlone i pięknie lśnią. Jasny kolor jest podkręcony i dostaje drugie życie. Szampon, zawiera wyciąg z rumianku, dobrze się pieni i spłukuje, nie przeciąża, nie powoduje swędzenia i łupieżu. Jest gęsty, przez co bardzo wydajny. Ogromny ulubieniec. Podobnie jak maska do włosów średnioporowatych od Anven. Długo zastanawiałam się jakie mam włosy i już teraz jestem przekonana, że właśnie średnioporowate, bo maska działa na nie rewelacyjnie. Włosy są dociążone, nie puszą się, wyglądają jak po użyciu prostownicy. Nie plączą się, są elastyczne i miękkie. Na pewno zrobię o niej osobny wpis :) 









We wrześniu przerzuciłam się całkowicie na olejki w pielęgnacji mojej twarzy. To moje drugie podejście do olejku Nacomi z pestek winogron. Za pierwszym razem wyraźnie mnie podrażnił/uczulił? Będąc w potrzebie, dałam mu drugą szansę i okazało się, że działą i to jak!!! Pierwsze złe wrażenie, wynikało ze złej aplikacji i mojej nieuwagi. Obecnie olejek nakładam w mniejszej ilości, ok dwóch godzin przed pójściem spać. Wtedy produkt ma szansę się wchłonąć, przez co unikam pocierania oka i ewentualnego podrażnia. Olejek rewelacyjnie nawilżą okolicę pod oczami, z taką dawką nawilżenia, jeszcze nigdy się nie spotkałam. Z czasem , zmarszczki są mnie widoczne, skóra jest napięta i elastyczna. Mam również mniejsze worki pod oczami. Olejek jest bardzo tani i starczy nam na wieki, wystarczy go bowiem kropelka :) 









Serum do rak marki Evree, towarzyszyło mi cały czas. Bardzo polubiłam jego działanie. Koi, nawilżą, przynosi ulgę i zabezpiecza dłonie. Nakładam grubszą warstwą, zawsze na noc, ale zdarzyło mi się kilka razy, użyć go także w ciągu dnia. Małe, poręczne opakowanie, przyjemny zapach i cena, wszystko to składa się na plusy tego serum. Więcej o nim w tej recenzji 










Na sam koniec coś dla ciała, jak wiecie nie używam smarowideł, bo nie mam do tego cierpliwości, ale wszystkie specyfiki pod prysznic uwielbiam :) Tym razem umiłowałam sobie piankę Dove. Ultralekka konsystencja, która daje sporą i miękką pianę, klasyczny zapach Dove, który jest tak samo fantastyczny jak 10 lat temu :) Łagodnie myje i mam wrażenie, że pielęgnuje, ale to mogłam sobie wmówić :) Niemniej, to najprzyjemniejsza prysznicowa rzecz, jaką przyszło mi ostatnio używać :) 



Koniecznie, dajcie mi znać, co znalazło się w Waszych wrześniowych ulubieńcach. Do następnego Buziaki 





It's a man's world MBOX

It's a man's world MBOX



Z okazji Dnia Mężczyzny, post męskim okiem :) Wraz z moim mężem, rozpakowujemy przesyłkę MBOX, czyli męską edycję ShinyBoxa. Przyznaję, że zaintrygowała nas ta koncepcja, a zawartość naprawdę zaskoczyła. Mamy tutaj niezbędnik każdego zadbanego mężczyzny, a taki mężczyzna jest z kolei naszym najlepszym prezentem :) Otwieramy!












Współczesny zadbany mężczyzna, to mój mężczyzna. To ktoś, kto używa kilku kosmetyków, robi to z własnej nieprzymuszonej woli i docenia efekty ich stosowania. Potrafi korzystać z kosmetyków mądrze i nie wchodzi w kobiecą rolę. Już kiedyś Wam wspominałam, że nie przepadam za facetami, którzy przesadnie dbają o swój wygląd i spędzają w łazience więcej czasu niż kobieta. Ciesze się, że mój M docenia kosmetyki, ale nadal pozostaje mężczyzną 100% ;) A kosmetyki, które znalazły się w Mbox uznał za bardzo trafione i przydatne i zużyje je z czystą przyjemnością :) 











W boxie, znajdował się produkt PILOMAX, przeciw wypadaniu włosów. Serum działa antygrzybicznie i antyłupieżowo, nawilża i chroni przed podrażnieniami. Produkt pełnowymiarowy 49,95 zł/ 75 ml Tego typu produkty kupujemy cały czas, bo mąż lubi ich używać.

   









Kolejny, bardzo trafiony produkt do olejek do brody Pan Drwal. Mój mąż nosi brodę i to produkt trafiony w 10. Trafiła nam się wersja Premium "Olejek do brody i skóry twarzy został przygotowany tak, by doskonale nawilżać, wspomagać układanie włosów, odbudowywać ich strukturę, jednocześnie nie powodując uczucia obciążenia oraz nie pozostawiając tłustego filmu na włosach i skórze. Właściwości oleju wynikają z zastosowania wysokiej jakości olejów tłoczonych na zimno" Zapach jest męski, korzenny, bardzo mi się podoba :) Produkt pełnowymiarowy 35 zł /10 ml 
   













Coś do pielęgnacji stóp, to troszkę jak z zadbanymi butami, prawda? :) W boxie, znalazły się dwa produkty marki MANFOOT. Antyperspirująco- odżywczy krem do stóp 22,90 zł/ 50 ml  oraz dezodorant do stóp  i obuwia 22,90 zł /150 ml  Uważamy, że to świetny wybór, tego typu produkty są w ciągłym używaniu mojego męża. 













Niewątpliwie hitem tego boxu jest zestaw Semilac Spa Man... To kompleksowa linia do regeneracji i pielęgnacji paznokci, zachowująca  naturalny wygląd paznokci. Pięknie zapakowany zestaw, może stanowić elegancki prezent dla bliskiego mężczyzny. Zadbane dłonie są kluczem do wielu drzwi. Sama jestem pod wrażeniem i chyba będę podkradała czasami jakąś oliwkę :) 



















Dodatkowo w zestawie, znalazła się saszetka z drinkiem proteinowym NUTREND, idealny po treningu, oraz próbka perfum VABUM, bardzo przyjemny, nie męczący zapach. Próbka już czeka w wyjazdowej kosmetyczce ;) 




















Jak podoba Wam się zawartość tego boxa? Przyznam szczerze, że ja jestem pod ogromnym wrażeniem. Wszystko jest dopracowane, jest nawet spójne kolorystycznie :) Wszystkie produkty są trafione i bezpieczne. Jeżeli macie ochotę podarować taki prezent swojemu mężczyźnie, pudełko, możecie zamówić TUTAJ Dajcie mi znać w komentarzach, co Wy podarowałyście swoim mężczyznom w dniu ich święta ;) 









Copyright © 2014 Do połowy pełna... , Blogger