Złocisty jesienny makijaż z My Secret

Złocisty jesienny makijaż z My Secret



Ostatnio mam dużo wolnego czasu i zaczęłam się bawić makijażem. Oczywiście do perfekcji brakuje mi tyle jak stąd do Marsa, ale miło się bawiłam przy wykonywaniu tego makijażu. Zainspirowałam się najnowszymi paletkami marki My Secret o których pisałam w poprzednich postach. Jesienne, ciepłe kolory, tak bardzo nie w moim typie, że aż musiałam spróbować :) W roli głównej paletka Life On Mars czyli ciepłe, foliowe cienie dzięki którym makijaż był czystą przyjemnością.











Jak dobrze wiecie nie lubię siebie w ciepłych kolorach, zawsze wydawało mi się,że sprawiają, że wyglądam na zmęczoną i chorą. Jednakże z tą paletką jest inaczej. Miedziany kolor, podkreślił moją tęczówkę, a cała cera dość mocno się rozpromieniła. Nosząc ten makijaż przez cały dzień i zerkając  na siebie w lustro, czułam się  naprawdę dobrze. Może jeszcze to kiedyś powtórzę :) A co Wy o tym sądzicie? 




























Cienie mają rewelacyjną pigmentację ( więcej o nich znajdziecie TU) Nakładają się jak masełko, pędzle bardzo dobrze łapią pigment i rozprowadzają na powiece, cienką mgiełką. Złoty foliowy cień, wklepałam palcem, w celu pogłębienia koloru. Niestety mój aparat znowu zjadł kolory, musicie mi uwierzyć na słowo, że makijaż naprawdę był mocny ( jak dla mnie ) 


















Cienie mają dość "mokrą" konsystencję, dzięki czemu dobrze łapią się powieki, niestety podczas blendowania, miedziany cień, dość mocno osypał mi się na policzki. W przypadku tych cieni i takich kolorów, polecam najpierw wykonać makijaż oczu, a dopiero później całej twarzy. Ja musiałam posłużyć się nawilżanymi chusteczkami, aby zmyć miedziany pyłek z lica :) 











Jeżeli lubicie ciepłe, jesienne kolory ta paletka sprawdzi Wam się fantastycznie, Pigmentacja jest rewelacyjna, cienie foliowe, przepięknie lśnią i nadają charakteru całemu makijażowi. Ciesze się, że ja dostałam, sama zapewne nie dałabym szansy ciepłym barwom, a szkoda, bo czuję się w nich całkiem, całkiem. Niewykluczone, że będzie towarzyszyć mi częściej. Jakie są Wasze ulubione odcienie? Stawiacie na ciepłe, czy chłodne kolory? 






EVREE Ocean Velvet Produkty do rąk idealne na jesienną aurę

EVREE Ocean Velvet Produkty do rąk idealne na jesienną aurę



Jesień nadchodzi, albo już nadeszła... Wieczory są coraz zimniejsze i słońca coraz mniej. W tym okresie sięgam coraz częściej po produkty do pielęgnacji dłoni. Nagle liczba kremów  do pielęgnacji dłoni wzrasta. Szafka nocna, torebka, samochód, stolik kawowy, wszędzie mam zostawioną jakąś awaryjną tubkę. Na szczęście te produkty sukcesywnie zużywam i nic się nie marnuje. W tym okresie skóra domaga się dodatkowego nawilżenia i z pomocą przyszła do mnie marka Evree z nową niebieską linią, inspirowaną głębią oceanu Ocean Velvet.  Produkty te, stosuje pół mojej rodziny, to naprawdę świetne kremy za przystępną cenę :) 








Tym razem testuję kompleksowo krem i serum. Opakowania są minimalistyczne i zachowane w stylistyce typowej dla marki Evree. Zapach tych produktów jest bardzo delikatny i świeży. Dość długo utrzymuje się na dłoniach, ale nie jest to męczący, nachalny zapach, powiedziałabym, że to po prostu "zapach czystości".  Pojemność kremu to 100 ml, natomiast serum to 50 ml . Kremy możecie kupić w każdej drogerii.
















Jestem fanką treściwych i bogatych konsystencji, dlatego szczególnie umiłowałam sobie serum do rąk. Lubię sera w szerokim pojęciu, więc i to do dłoni, szybko stało się ulubieńcem. Serum ma bardziej treściwą konsystencję, dzięki czemu mocniej pielęgnuje przesuszoną i zniszczoną skórę dłoni. Stosuję je zawsze na noc, ponieważ produkt potrzebuje chwili aby się wchłonąć.









Natomiast krem do rąk, ma już dużo lżejszą konsystencję, dzięki czemu staje się idealnym produktem do częstego używania  w ciągu dnia. Wystarczy chwila, aby krem wchłoną się w naszą skórę i możemy wracać do swoich zajęć. 







Zarówno krem jak i serum, pozostawiają skórę nawilżoną i przyjemnie wygładzoną, uczucie ściągnięcia, przesuszenia czy podrażnienia jest wyciszone. Skóra jest delikatna i miękka w dotyku. Do codziennego, szybkiego użycia polecam Wam krem, natomiast jeżeli wasza skóra jest bardziej wymagająca będziecie bardziej zadowolone z serum. Polecam Wam produkty Evree są przyjemne i skuteczne w działaniu, łatwo dostępne i tanie. A dzięki uniwersalnym i dość neutralnym zapachom, mogą stanowić miły upominek dla bliskiej osoby. Stosowałyście już te produkty, która seria jest Waszą ulubioną? 




My Secret - najnowsze paletki cieni

My Secret - najnowsze paletki cieni



Wraz z nadejściem jesieni w ofercie wielu drogerii pojawiają się nowości makijażowe, odpowiednio dobrane do pory roku i obecnych trendów. Osobiście jestem fanką czarnej kreski, ale czasami pozwalam sobie na kolorowy makijaż i zabawę z cieniami. Mam swoich stałych ulubieńców, ale najnowsza propozycja marki My Secret, stworzona przez Daniela Sobieśniewskiego całkowicie skradła moje serce. 









Cienie My Secret z kolekcji Natural Beauty niejednokrotnie pojawiały się na moim blogu. Uważam, że to jedne z lepszych paletek dostępnych na naszym rynku w swoim przedziale cenowym. W regularnej cenie, paletki kosztują 16,99 zł, ale zawsze warto czekać na promocje -40%. Cienie mają klasyczną, plastikową kasetkę, ale nigdy żadna z nich nie uległa zniszczeniu, zatem oczywiście oceniam to na plus.










Najnowsza kolekcja, utrzymana jest w iście jesiennych kolorach, ponadto w bardzo trendowych odcieniach. I choć raczej jestem fanką chłodnych kolorów, te odcienie całkowicie mnie oczarowały. Na plus zasługuje tutaj pigmentacja, która jest powalająca. Przyznaję, że dawno nie widziałam takich kolorów. Wystarczy jedno pociągnięcie i mamy intensywny i głęboki kolor. Love it !!!









Pierwsza paletka, najmniej uniwersalna, ale za to najbardziej fikuśna w tej kolekcji. Pierwszy złoto- beżowy cień, jest najdelikatniejszy, ale tuż za nim mamy dwa wspaniałe foliowe kolory miedzi i złota. Szkoda, że aparat nie oddaje tego blasku, musicie uwierzyć mi na słowo na żywo to istne złotka :) 








Kolejna paletka to dostojne maty, które posłużą nam do wykonania całego makijażu. Ciepłe, otulające kolory, które pasują do każdego typu urody. Uwaga na pigment, jest fenomenalny! 











Wisienka na torcie, czyli paletka, którą szczególnie sobie umiłowałam, to połączenie brudnego różu, intensywnej śliwki oraz wyrafinowanego odcienia mauve. Mam zielone oczy, więc to trio idealnie mi pasuje i nie zawaham się go użyć w najbliższym czasie :)











Cienie foliowe, mają lekko mokra konsystencję, dzięki czemu najlepiej  nakładać je palcami, wtedy kolor jest najbardziej intensywny. Minusem może być fakt, że cienie się osypują, ale wybaczam im to w zupełności, taki pigment ma swoje prawa :) 










Ponadto w kolekcji, znalazły się dwa pojedyncze cienie z serii Matte i tutaj również ogromna niespodzianka, po pierwsze kolorystyczna, po drugie pigmentacyjna. Matowa cegła i głęboka oberżyna. Mam nadzieję, że oba kolory na stałe wejdą do kolekcji.











Uznaję tę kolekcję za istną perełkę, wydaje mi się, że to kolekcje limitowana, więc jeżeli spodobały Wam się te kolory, koniecznie biegnijcie do Drogerii Natura. Uważam, że za tę cenę warto się na nie skusić. Która opcja spodobała Wam się najbardziej? Z użyciem której chciałybyście zobaczyć makijaż w moim wykonaniu? Dajcie znać w komentarzach. Buziaki




KAVAI PROFESSIONAL- Najlepsze pędzle za przystępną cenę

KAVAI PROFESSIONAL- Najlepsze pędzle za przystępną cenę


Dzisiaj nadszedł ten dzień, w którym zaprezentuję Wam moich ulubieńców z bliskiej odległości. Od kilku miesięcy, konsekwentnie w ulubieńcach miesiąca, pojawiały się pędzle Kavai. Ale nigdy szerzej o nich nie pisałam, dzisiaj po niemal trzech miesiącach używania, prania, suszenia jestem gotowa aby wydać werdykt :) Nadmienię tylko, że marka bardzo ewoluowała, pędzle sprzed kilku lat, nie mają nic wspólnego z jakością jaką otrzymujemy dzisiaj, a cena nadal jest bardzo konkurencyjna. Jesteście ciekawe, zapraszam dalej :) 








Pędzle KAVAI są dostępne na naszym rynku od kilku lat, wcześniej ich wygląd i wykonanie znacznie różniło się od wersji jaką otrzymujemy dzisiaj. Wcześniej trzonek, wykonany był z lekkiego tworzywa, a logo marki oraz numer były nadrukowane. Niestety numerki dość szybko ścierały się z powierzchni pędzla. Z czasem nie wiedziałam już który to pędzel... Dzisiaj pędzle mają nową odsłonę, trzonki są masywne, cięższe i drewniane, a logo i numerek są wyryte w trzonku. Pędzle prezentują się elegancko i profesjonalnie. Ogromnie podoba mi się progres tej marki. 










Marka w swoim asortymencie ma przekrój pędzli wszelakich i ciągle pojawiają się nowe modele. Ja posiadam pięć pędzli, które stanowią obecnie moją bazę. Na dzień dzisiejszy niczego więcej nie potrzebuję. Nie jestem wizażystką i moje umiejętności makijażowe nie są wygórowane, ale pędzli mam sporo i te naprawdę niewiele odstają od pędzli marki Zoeva czy Hakuro. Pędzle wykonane są z włosia naturalnego z domieszką syntetycznego, ale w ofercie, znajdziemy także pędzle całkowicie syntetyczne








Zacznę od prezentacji, pędzla typu jajeczko K21 ( Zoeva 101) Pędzel wykonany jest z włosia kozy z domieszką włosia syntetycznego. Jest bardzo miękki, delikatny i elastyczny, po umyciu nie traci włosów, ani swojego kształtu. Włosie nie wydziela nieprzyjemnych aromatów ;) Pędzel jest bardzo uniwersalny, używałam go do ocieplania twarzy bronzerem, do nakładania pudru matującego, jednak najbardziej lubię nim nakładać Metoryty Guerlain. Pędzel dobrze chwyta produkt i nakłada go cienką, równomierną mgiełka na całej twarzy. 







Pędzel ma bardzo miękkie i delikatne włosie, jest niewyczuwalny na twarzy, nie zbiera produktów nałożonych pod puder. Z łatwością mogę go doczyścić, nie łapie pigmentu, przez co cały czas prezentuje się jak nowy. Prałam go wielokrotnie i nic, absolutnie nic się z nim nie stało. Cena 49 zł 










Kolejny pędzel to K47, typowy ścięty pędzel, idealny do nakładania różu i bronzera. Podobnie jak poprzednik, pędzel jest z włosia kozy z domieszką włosia syntetycznego. Jest miękki i delikatny, nie nabiera jednorazowo zbyt dużo produkty, dzięki czemu nie zrobimy sobie krzywdy w postaci plam po różu, czy bronzerze. Włosie jest delikatne i sprężyste, cena pędzla to 28 zł 













Pędzel idealny do nakładania bronzera i pudru na środkową część twarzy, a także pudru sypkiego pod oczy to nr K18 (odpowiednik Zoeva 126) Jak w przypadku dwóch pozostałych pędzli, nie mam do niego żadnych zastrzeżeń, dobrze wyprofilowany, pozwala nałożyć optymalną ilość produktu. Włosie jest miękkie, delikatne i sprężyste. Pędzel nie gubi włosia podczas czyszczenia i dość szybko schnie. Cena to 31 zł 













Kolej na dwa syntetyczne pędzle, pierwszy z nich to K26 Pędzel idealnie sprawdził się w roli pędzla na nakładania pudru, zarówno tego sypkiego, jak i w kamieniu. Nabiera optymalną ilość produktu, zostawia cienką warstwę na twarzy i nie ściąga podkładu. Jest zbity, włosia jest dużo, przez co idealnie sprawdzał mi się także do minerałów. Włosia nie wypada, pozostaje miękkie i sprężyste. Ten pędzel, to ulubieniec wakacji, przejechał ze mną całą Polskę. To pędzel wielozadaniowy, na upartego może posłużyć do wykonania całego makijażu. CUDO!!! Jego cena to 28 zł 













Na koniec pędzel, który używałam do nakładania bronzera, oczywiście to jest bardzo umowne, ale w takim celu go zamówiłam. Kavai K48, to pędzel ścięty, wykonany z włosia syntetycznego. Włosie jest mało zbite, dzięki czemu możemy ładne rozetrzeć bronzer, nie pozostawiając wyraźnych linii i plam. Pędzel nadaje się także do nakładania rozświetlacza. Jest miękki i utrzymuje swój kształt. Cena 26 zł 













Jak możecie same zobaczyć, pędzle mają dość uniwersalne kształty i możliwości zastosowania. To lubię, ponieważ podczas podroży, zabieram tylko makijażowe minimum i z pędzlami Kavai, mogłabym wykonać cały makijaż twarzy tylko jednym z nich. Pędzle mają bardzo miękkie i delikatne włosie (szkoda, że nie możecie tego poczuć) Ponadto włosie nie wypada, nie robi się twarde i szorstkie, co może nas podrażniać. Pędzle, utrzymują swój kształt, nie używam do nich żadnych osłonek. Piorę, suszę i rano mam czyste, świeże i sprężyste pędzle, gotowe do użycia.  Włosie z łatwością się domywa i nie farbuje.Trzonki są solidne i mocne, napisy są wyryte, przez co nie ma możliwości, aby się starły (przynajmniej nie jest to takie proste) Pędzle, prezentują się bardzo elegancko i profesjonalnie.  Jestem nimi absolutnie oczarowana, wygodne, funkcjonalne, dobrze wyważone i ta cena. Czego można chcieć więcej? Myślę, że nawet wizażystki nie powstydziłyby się tych pędzli w swoich kufrach. Koniecznie spróbujcie, jak dla mnie to ulubieńcy roku. Jestem z nich bardzo zadowolona. Pochwały dla marki, że tak dopracowała i ulepszyła swój towar, dzięki temu pędzle naprawdę wiele zyskały. Znacie te pędzle, czy może dopiero się do nich przymierzacie? Dajcie znać w komentarzach? Buziaki 







Nadchodzi jesień, powitaj ją makijażem

Nadchodzi jesień, powitaj ją makijażem



Witam Moje Kochane, powoli wracam do żywych. Dziękuję za ogrom wiadomości, jakie od Was otrzymałam. Dla osób, które nie śledzą mnie na Instagramie, garstka wyjaśnień. Otóż, kilka dni temu przeszłam operację, zniknęłam z bloga i social mediów. Przeżyłam, wybudziłam się z narkozy i choć nadal mnie boli, a do pełnej sprawności daleka droga, postanowiłam do Was napisać kilka słów. Dobrze, że zrobiłam zdjęcia jeszcze przed szpitalem :) Gdybyście mnie teraz widziały, niezgrabny kok na środku głowy, piżama w cętki, trzy poduszki pod głową i laptop leżący obok. Pomimo tego, zapragnęłam do Was napisać i troszeczkę się oderwać od mojej łóżkowej codzienności :) Zacznę od makijażu, bo nie wymaga od mnie długiego wpisu. słowem wstępu powiem tyle. Kocham jesień wyczekiwałam jej z utęsknieniem i wreszcie się doczekałam :) Ciepłe swetry, świece zapachowe, długie wieczory z serialem i kubkiem gorącej herbaty. Ponadto do gry, wykroczył burgundy, śliwki i zielenie, czyli wszystko to co kocham. I tak oto, powstał pierwszy jesienny makijaż w moim wydaniu. Dziękuję raz jeszcze za tyle ciepła i troski, mam najwspanialsze czytelniczki na świecie :) 
















Na powiekach, mam mieszankę dwóch paletek marki Zoeva En Taupe oraz Basic Moment. Na brwiach, henna, cóż, chciałam mieć brwi, na sali operacyjnej, też trzeba dobrze wyglądać, prawda :) A na rzęsach, tusz Wibo jakaś różowa nowość :) 















Na twarzy mam kolejno, podkład Armani Uv Lasting Silk, puder Rimmel Stay Matte, paletkę do konturowania marki Zoeva Basic Moment, pomadka to matowa kredka do ust, marki My Secret niestety nie pamiętam jaki to kolor/numer. Ale, przyznaję, że jestem w niej absolutnie zakochana. Brudny, zimny, szary różowy :) Pasuje do mnie i bardzo dobrze się ją nosi. To pomadki z tego wpisu :)
















Makijaż bardzo w moim stylu, lekko i w miarę naturalnie. Niestety na żywo kolory były dużo bardziej wyraziste niż na zdjęciach, ale trudno, takie uroki.. Jak zawsze nie są poprawiane w żadnym programie. Może czas o tym pomyśleć, wtedy może kolory się troszkę podrasują... Doradźcie mi coś w  tej kwestii :) 














Jak widzicie, paznokcie też nijakie, ale jak tylko stanę na nogi, paznokcie będą pierwsze do roboty, obiecuję Wam i sobie :) Czy Wy też tak źle czujecie się bez zrobionych pazurków? 


















\




To tyle jak na ten pierwszy raz, mam nadzieje, że makijaż przypadnie Wam do gustu. Przyznam Wam, że uwielbiam jesienne kolory i dobrze się w nich czuję. Mam misję, muszę znaleźć burgundowy eyeliner. Skoro mam czas, to zanurkuję troszkę w  czeluściach internetu. Koniecznie dajcie mi znać w komentarzach, jaki jest Was ulubiony jesienny look. Buziakiii 







Wakacyjni Ulubieńcy

Wakacyjni Ulubieńcy



Nadszedł wrzesień, czyli jesień zbliża się wielkimi krokami. Nie ukrywam mojej radości, bo kocham tę porę roku. Ale skoro wakacje za nami, to pora na małe podsumowanie. Dzisiaj zaprezentuję Wam moich wakacyjnych ulubieńców. Mam za sobą naprawę sporo wyjazdów i te produkty dzielnie mi towarzyszyły. Spisywały się rewelacyjnie, ratowały, upiększały i umilały ten wakacyjny czas. W pełni zasługują na miano wakacyjnych ulubieńców :) 










Zacznę od przedstawienia Wam produktów do pielęgnacji włosów, wszak w moim przypadku, to właśnie one najbardziej cierpią po lecie i zajmuje mi troszkę czasu, aby na nowo je dobrze nawilżyć i zregenerować. W tym roku, było jednak inaczej niż zwykle. A to za sprawą produktów Joico, które całkowicie odmieniły moją pielęgnację włosów i praktycznie tylko one są teraz przeze mnie używane. To produkty profesjonalne, które silnie regenerują i odbudowują włosy. Przetestowałam ich naprawdę sporo i serdecznie mogę Wam je polecić, szczególnie teraz, jako terapia dla zniszczonych i przesuszonych włosów. 













Szampon i maska z serii BLOND LIFE, pomagają chronić kolor włosów, natomiast seria K-PAK silnie je odbudowuje i regeneruje. Dodatkowo na końcówki, używałam serum wygładzająco-nabłyszczającego. Umiłowałam sobie także zapachową mgiełkę do włosów marki Yves Rocher, idealna na letnie randki ;) 











Jeżeli chodzi o pielęgnację ciała, jestem totalną minimalistką nie przepadam za balsamowaniem, robię to sporadycznie i nie mam ulubionych produktów w tej kwestii. Natomiast muszę pochwalić aloesowy żel Kueshi, który znalazłam w Shainyboxie. Żel, sprawdzał się rewelacyjnie, po depilacji, po opalaniu i po inwazji komarów. Szybko łagodzi podrażnienia skóry i bardzo, bardzo dobrze nawilża. Kolejny ulubieniec, to żel pod prysznic Yves Rocher, idealny, mały, poręczny sprawdzał się idealnie podczas wyjazdów. A konsystencja i zapach to dodatkowe atuty. Mój mąż, uwielbia te produkty i mamy ich spory zapas :) 













Pozostając przy ciele, słowo o balsamach nadających koloryt naszej skórze. Jestem osobą, która się nie opala, męczy mnie to i nudzi. Zatem sięgam po produkty, które zrobią to za mnie :) W tym roku, szczególnie namiętnie używałam mgiełek  z Kolastyny oraz dwufazowej oliwki Lirene. Oba produkty, skradły mi serce, szybki i dość trwały efekt, który mogłam budować, przyjemna i szybka aplikacja. Nie miałam problemu z plamami i smugami. Ponadto oliwka Lirene, świetnie nawilżała skórę. Czego chcieć więcej?! 













Pielęgnacja twarzy to dla mnie bardzo istotna kwestia, ale latem ograniczam się do niezbędnego minimum. Nie chcę obciążać i męczyć skóry nadmiarem kosmetyków, Tyczy się to zarówno pielęgnacji jak i makijażu. Dlatego pokazuję Wam tutaj tylko garstkę produktów. Pominęłam żel do do mycia twarzy Lirene (seria z witaminami) ponieważ wyrzuciłam już opakowanie :) Ulubieńcy w postaci serum pod oczy marki Orphica, które jest fantastyczne i niebawem zrobię o nim osobny wpis, nawilżający sorbet do twarzy, marki Caudalie, peeling normalizujący z miętą i spiruliną marki Vianek, oraz woda winogronowa Caudalie. Woda termalna, czy winogronowa, to mój letni niezbędnik, jest ze mną wszędzie :) 











Produkty do makijażu, oczywiście się pojawią, ale latem mój makijaż jest bardzo minimalistyczny, albo wręcz wcale go nie ma :) Na moją miłość, zasługują dwa podkłady. Smashbox Studio Skin, to istna perełka. To podkłąd bardzo delikatny i lekki,a jednocześnie trwały, przetrwał zabawę weselną w ponad 30 stopniowym upale :) Natomiast Armani Uv Lasting Silk, to podkład mgiełka, rozświetla, matuje, wyrównuje koloryt, robi to wszystko, o czym marzymy. Skóra wygląda zdrowo i młodo :) Ponadto, fantastyczny puder marki MUA, który sprawdzał mi się idealnie pod oczy. Jest bardzo delikatny, przez co niewidoczny na skórze.
















Makijaż oka i konturowanie twarzy to oczywiście Zoeva Basic Moment, nie rozstaję się z tymi paletkami od kiedy je mam. Idealne dzienne kolory, super trwałość i jakość oraz uniwersalność tej paletki , sprawiają, że niczego więcej nie potrzebowałam. Ponadto paletki są poręczne i lekkie, co jeszcze bardziej sprzyja podróżowaniu 








Usta latem są bardziej soczyste i wyraziste. Tego lata, lubowałam się w mocnej fuksji, lub zgaszonym brudnym różu. Mocne usta, lekkie oko, tyle wystarczyło mi aby móc wyjść do ludzi :) Matowe pomadki od Wibo, My Secret oraz Loreal, grały pierwsze skrzypce.








I na koniec perfumy, w tej kwestii nigdy nie ma przypadku. Kocham perfumy i przywiązuję do zapachu ogromną wagę. Muszą pasować do humoru, okazji i planu dnia. Tego lata, postawiłam na trzy perełki z mojej kolekcji. Świeży i orzeźwiający Acqua Di Gioia, słodki, uwodzicielski i energetyczny Ange Ou Demon Le Secret, oraz kobiece, romantyczne i otulające SI Giorgio Armani. Wszystkie kocham i z każdym mam inne wspomnienia :) 








To już wszystkie moje hity. produkty, które towarzyszył mi przez kilka miesięcy, które okazały się prawdziwymi hitami, wartymi uwagi. Koniecznie podzielcie się ze mną Waszymi wakacyjnymi ulubieńcami. Buziakiii 
Copyright © 2014 Do połowy pełna... , Blogger